czwartek, 12 maja 2016

Ukryte marzenie - rozdział 10

Ashley widziała jak Dave na nią patrzył, jak żaden inny chłopak. Czuła jak zasycha jej w gardle, a serce wali jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi. Marzyła o chwili, kiedy on spojrzy na nią nie jak na koleżankę, ale jak na kobietę. I ta chwili nastała. Przynajmniej tak jej się wydawało.
Chłopak wciąż milczał patrząc na nią roziskrzonymi, szarymi oczami. Wyglądała tak słodko i niewinnie, że chyba żaden facet nie mógłby oprzeć się pokusie jej pocałowania. Ale on nie chciał być jak inni. Nie powinien wykorzystywać okazji. Nie chciał jej przestraszyć, dlatego w ostatniej chwili się wycofał, chociaż wymagało to od niego nie lada wysiłku. Chciał poczuć smak jej ust.
Spojrzał na jej rozbite kolano. Upadając rozdarła sobie spodnie, dlatego widać było fragmenty jej ciała.
Boli cię? – zapytał z troską.
Nie aż tak bardzo – odrzekła Ashley uśmiechając się lekko.
Pozwól, że obejrzę.
Zanim dziewczyna zdążyła zaprotestować Dave delikatnie podciągnął nogawkę jej spodni aż do kolana. Czując delikatny dotyk jego palców na swojej skórze, przez jej ciało przebiegły dreszcze towarzysząc motylom w brzuchu. Wiedziała, że to jego obecność i muśniecie jego palców wyzwoliły w niej takie emocje. Nigdy wcześniej, przy żadnym mężczyźnie, nie czuła tego co teraz.
W Chicago spotykała się z kilkoma chłopakami. Nie było to nic poważnego, tylko przelotne znajomości. Mimo że miała już ponad dwadzieścia lat nigdy nie pozwoliła żadnemu z nich bardziej się do siebie zbliżyć. Nie kochała ich, a ona wyznawała zasadę, że może całkowicie oddać się temu jedynemu, którego prawdziwie kocha. A prawdziwie kochała i kocha tylko jednego mężczyznę: Dave’a. To na niego czekała i będzie dalej czekać aż on poczuje do niej to samo co ona do niego. Głęboko wierzyła, że nastanie taki dzień.
To nic poważnego. – Z zamyśleń wyrwał ją głos chłopaka. – Miałaś rację. Wystarczy tylko opatrunek. Boli cię jeszcze?
Tylko trochę szczypie – odparła zgodnie z prawdą. – Da się wytrzymać.
Może jednak trochę podmucham, to przestanie szczypać – zaproponował lekko się uśmiechając. Ashley znała ten błysk w oku. Był niebezpieczny. – Pamiętasz jak w dzieciństwie często tak robiłem, gdy się uderzyłaś? Więc jak?
O nie, wymknęło się w myślach Ashley. Jeżeli on to zrobi zupełnie stracę głowę. A nie chcę, żeby na razie wiedział jak na mnie działa.
Dave nie czekając na odpowiedź przyjaciółki podmuchał kolano w miejscu rany, a potem złożył delikatny pocałunek. Wtedy dziewczyna zrobiła coś niespodziewanego: wstała. Chłopak był zaskoczony jej reakcją. Nigdy wcześniej tak nie reagowała na jego dotyk, a teraz odskoczyła jak oparzona. Czyżby zrobił coś nie tak? A może… Podnosząc się spojrzał na nią. Oblizała dolną wargę, a oczy miała spuszczone. Dobrze ją znał. Zawsze tak robiła, gdy była speszona, albo zdenerwowana. Uśmiechnął się w duchu. Już się domyślił, czego tak zareagowała. Bała się. Jego dotyku, obecności. Onieśmielał ją. A to znaczyło, że… nie traktowała go jak przyjaciela, ale kogoś więcej. Nie był pewny, czy to co do niej czuje to miłość, bo tak naprawdę nigdy nie był zakochany. Nie spotkał jeszcze właściwej osoby, do której zapałałby takim pięknym uczuciem. Wszystkie dotychczasowe dziewczyny przyrównywał do Ashley. Szukał jej w każdej napotkanej kobiecie, ale to się nie udało. Teraz już nie musiał tracić czasu na bezsensowne poszukiwania, bo ona była tutaj razem z nim. Zdał sobie sprawę, że tylko w takiej dziewczynie jak Ashley mógłby się zakochać i stworzyć trwały związek. Zastanowił się skąd nachodzą go takie myśli. Chyba się starzeję!, pomyślał. Zawsze uważał, że ma jeszcze czas na stałe związki i teraz powinien się bawić. Jednak z powrotem Ashley wszystko się zmieniło. On był z tej zmiany zadowolony. Dopiero teraz jego życie nabierze sensu.
Coś się stało? – zapytał przypatrując się dziewczynie. – Zrobiłem coś nie tak?
Nie. – Gwałtownie zaprzeczyła i spojrzała mu prosto w oczy. I to był błąd. Napotkała jego spojrzenie, pod wpływem którego stopniała jak wosk. Wzięła się jednak w garść. – Muszę iść. Mam dużo spraw do załatwienia. – To było kłamstwo, bo niby co mogłaby załatwiać w sobotę? Wszystkie urzędy były pozamykane.
Odprowadzę cię – oznajmił i dorównał jej kroku.
Przez całą drogę Dave rozśmieszał ją opowiadając różne anegdotki z ich dzieciństwa, starając się aby zapomniała o krępującej sytuacji jaka miała miejsce przed chwilą. Zrozumiał, że się wygłupił całując ją w kolano, ale nie mógł się oprzeć. Kiedyś, zanim wyjechała, często tak robił, kiedy się w coś uderzyła i nigdy nie reagowała w taki sposób jak dzisiaj. Nie bała się jego dotyku, ale wtedy byli dziećmi, a dzisiaj są już dorosłymi ludźmi. Niektóre niewinne gesty mogą ją peszyć, tak jak ten. Uśmiechnął się do siebie rozmyślając o tym. Uzmysłowił sobie, że mógł stać się dla Ashley kimś więcej niż tylko przyjacielem z dzieciństwa. Jeżeli jego przypuszczenia okażą się prawdą, to ten cały Joey może nie jest dla niej tak bliski, jak myślał. A jeżeli jest, to on zrobi wszystko aby poszedł w odstawkę. Do tej pory zazwyczaj nie odbijał nikomu dziewczyny, ale tutaj chodziło o Ashley, dziewczynę, która go rozumiała jak nikt inny i przy której był po prostu sobą. Tylko z takim kimś mógł stworzyć trwały i szczęśliwy związek.
Przypomniał sobie aluzje swojej matki, że stanowili by piękną parę. To było dobre parę lat temu, on był szczeniakiem i miał pstro w głowie. Byłem kretynem, pomyślał. Nie zauważał przyjaciółki i traktował ją jak siostrę. Gdyby wtedy inaczej na nią spojrzał może nie wyjechałaby do innego miasta po śmierci rodziców. Mogłaby wtedy zamieszkać u nich. Stracił ją na pięć długich lat. Teraz nie dopuści do tego.
Zależało mu na niej jak na żadnej innej dziewczynie. Do tej pory tracił czas spotykając się z innymi. Dobrze się bawił, nic więcej. Starał się przy tym żadnej nie zranić, ale nie zawsze mu to wychodziło. Obecnie nie był w żadnym związku i bardzo się z tego cieszył. Mógł bez przeszkód cały swój czas poświęcić Ashley. Tylko ona teraz się liczyła, nikt więcej. Zrobi wszystko, żeby byli razem. Ale czy nie ucierpi na tym nasza przyjaźń, przemknęło mu przez myśl. Znał wiele osób, które najpierw byli przyjaciółmi, a potem parą. Często takie związki rozpadały się po paru tygodniach i po nich nie zostawała nawet przyjaźń. Z nami tak nie będzie, stwierdził w duchu. Uczynię wszystko, żeby nam się udało.
Pamiętasz panią Brown? – Z zamyślenia wyrwało go pytanie Ashley.
Kogo?
Panią Brown? – powtórzyła dziewczyna i przystanęła opierając ręce o biodra. Spojrzała na niego. – Czy ty mnie słuchasz?
Przepraszam, zamyśliłem się – odparł.
A może zakochałeś? – Ashley żałowała, że nie ugryzła się w język. Nie chciała słuchać o jego dziewczynie, jeżeli ją miał. Ale było już na późno.
Czy się zakochałem, pomyślał przez chwilę Dave. Nie, jeszcze nie. Jeszcze na to za wcześnie, sam sobie odpowiedział na pytanie. Zastanowił się chwilę nad swoimi uczuciami do Ashley. Bardzo mu się podobała, zależało mu na niej, bez przerwy o niej myślał, ale to chyba za mało, żeby mówić o miłości. Był nią oczarowany. Gdyby się w niej zakochał, na pewno nie zastanawiałby się nad tym.
Nie. Nie spotkałem jeszcze odpowiedniej osoby – powiedział spoglądając w oczy Ashley. Speszona dziewczyna spuściła wzrok. – Co z tą Brown?
Pamiętasz jaka była wściekła, gdy niechcący wybiliśmy jej okno w piwnicy?
Dla uściślenia: to ty je wybiłaś – stwierdził Dave przypominając sobie sytuację z dzieciństwa, o której wspomniała dziewczyna.
Bo ty nie złapałeś piłki.
Uciekaliśmy, gdzie pieprz rośnie, gdy wybiegła z domu z parasolem krzycząc „ Łobuzy jedne. Już wy mnie popamiętacie”.
Mieliśmy szlaban przez miesiąc gdy rodzice się o tym dowiedzieli.
Oboje się roześmieli wspominając przygodę z dzieciństwa. Droga z parku zleciała im tak szybko, że nawet nie zauważyli, kiedy znaleźli się pod domem dziewczyny.
Dziękuję, za miły ranek – odrzekła Ashley, gdy zatrzymali się przed drzwiami do jej domu.
To ja dziękuję. Może to kiedyś powtórzymy? – zaproponował Dave.
- Koniecznie. – Dziewczyna przystała na propozycję. – Tym razem zostawię cię daleko w tyle, o ile nie będzie po drodze żadnych przeszkód. To był wypadek przy pracy.
To wyzwanie?
Jak najbardziej. Podejmujesz je, czy boisz się ze mną przegrać?
Jesteś bardzo pewna siebie. Może to ja wygram?
Przekonamy się. – Roześmiała się serdecznie.
Przez chwilę stali w milczeniu patrząc sobie w oczy. Dave znowu miał ochotę pocałować Ashley, tylko że teraz nie chciał zwalczać pokusy. Nie ważne czy się przestraszy i ucieknie. Musiał to zrobić, to było silniejsze od niego. Zbliżył się do niej i dotknął jej policzka. Dziewczyna nie cofnęła jego ręki. Już się nie bała jego bliskości, tylko chciała ją poczuć. Przymknęła powieki, czekając aż ich usta się spotkają.
W tej chwili ktoś otworzył drzwi wejściowe. Oboje odskoczyli od siebie jak oparzeni. Niech to diabli!, pomyślał Dave stając oko w oko z chłopakiem, który wyszedł z domu Ashley. To musi być Joey, stwierdził w duchu.
Cześć złotko. – Joey przytulił do siebie zaskoczoną Ashley i pocałował ją w policzek. – Gdzie się podziewałaś? Martwiłem się o ciebie.
Dziewczyna spojrzała na niego jak na wariata. Przecież doskonale wiedział gdzie była, więc po co pytał. I po co ten nagły przypływ uczuć i to przy Dave’ie? Kompletnie nie rozumiała jego zachowania.
Biegałam – odparła.
Joey puścił Ashley i spojrzał na towarzyszącego jej nieznajomego chłopaka, który patrzył na niego jakby miał zamiar zabić go wzrokiem.
Ty musisz być Dave – rzekł uśmiechając się lekko. – Ashley dużo mi o tobie opowiadała.
Tak. A ty jesteś…
Joey. – Podał Dave’owi dłoń. Chłopak z ociąganiem ją uścisnął. Nie chciał zrobić przykrości Ashley. – Miło cię poznać.
Mi ciebie również.
Tak naprawdę wcale nie było mu miło poznawać tego faceta. Wolałby raczej odciągnąć go od Ashley i przywalić mu. Nie mógł patrzeć jak on ją przytula. Był o nią zazdrosny, cholernie zazdrosny. Aż ręka go świerzbiła, żeby zrobić to o czym myślał. Ale nie mógł. Ashley by mu nie wybaczyła, gdyby bez powodu uderzył jej chłopaka.
Może wstąpisz na kawę? – zaproponował Joey otwierając szerzej drzwi wejściowe.
Może kiedy indziej. Muszę lecieć – odrzekł Dave i szybko się zmył.
Ashley patrzyła za odchodzącym chłopakiem a potem spojrzała na Joeya. Było widać, że jest zła.
Dlaczego to zrobiłeś?
Ale co? – Joey zrobił imię niewiniątka.
Doskonale wiesz co! Po co ta cała szopka? Dave na pewno pomyślał, że jesteśmy parą.
I dobrze. O to chodziło. – Na ustach Joeya wykwitł szeroki uśmiech. – Trochę zazdrości jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Nie rozumiem.
Nie widziałaś jego wzroku?! Patrzył na mnie jakby chciał rozkwasić mi gębę. Był o ciebie zazdrosny.
Głupoty gadasz – rzekła i weszła do domu, a chłopak za nią.
Nie widzisz, że jest w ciebie wpatrzony jak w obrazek? Ja to zauważyłem w tak krótkim czasie. Nawet się nie obejrzysz, a będziecie razem. Jeszcze mi podziękujesz za to małe przedstawienie – stwierdził Joey.








1 komentarz: